Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Bliżej świata: Autem przez Vermont

Dominik Sipiński | 16/07/2017 17:30 | 1 komentarz

Jeden z mniejszych i najmniej zaludnionych stanów USA rzadko trafia do planu podróży turystów. A do Vermontu wybrać się warto, choćby po to, by spróbować lokalnego syropu klonowego czy cheddara lub zwiedzić fabrykę lodów Ben&Jerry's.


Położony niemal całkiem na północno-wschodnim skraju Stanów Zjednoczonych Vermont nie ma w zasadzie znanych atrakcji turystycznych. Mało kto tam mieszka (na 25 tys. km kw. tylko niecałe 700 tys. ludzi, mniej zaludniony jest tylko Wyoming), a w powszechnej świadomości stan zaistniał dopiero dzięki Berniemu Sandersowi, jego senatorowi, który walczył o amerykańską prezydenturę. 

Na większości obszaru Vermontu nie ma zasięgu sieci komórkowej, a do tego stan nie leży w zasadzie po drodze donikąd. Na upartego da się przez niego jechać z Nowego Jorku do Montrealu, ale o wygodnym dolocie lepiej zapomnieć, bo w Vermoncie nie ma żadnego sensownie dużego lotniska. 


A mimo to warto wypożyczonym samochodem (bo tylko tak się da) przejechać przez Vermont. Ten dość zapomniany stan kryje bowiem mnóstwo urokliwych miejsc. Do tego jest największym w stanach producentem syropu klonowego, słynie z serów cheddar i piw rzemieślniczych, mieści się tu też fabryka lodów Ben&Jerry's. Nie będzie to więc podróż o pustym żołądku. A że stan ma tylko 250 km z północy na południe i niecałe 150 km w najszerszym miejscu, nie potrzeba na to też wielu dni.

Zapomniany stan

Vermont to nie tylko przedostatni, 49. stan pod względem liczby ludności, ale też jeden z najmniejszych - zajmuje 45. miejsce w rankingu. Ma jednak bogatą historię. Pierwotnie osiedlili się tu francuscy kolonialiści, ale w 1763 r. terytorium zostało oddane Wielkiej Brytanii. W 1777 r. vermontcy osadnicy wywalczyli niepodległość i utworzyli Republikę Vermontu. Jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości przez Stany Zjednoczone ten niepodległy wówczas kraj częściowo zniósł niewolnictwo, jako pierwszy na terenie dzisiejszego USA. Republika Vemontu w 1791 r. dołączyła do niepodległych Stanów Zjednoczonych jako pierwszy nowy stan poza 13, które ogłosiły niepodległość. 


Vermont słynie jako jeden z najbardziej progresywnych stanów - już w 1880 r. kobiety otrzymały tu prawo głosu. W 2000 r. stan jako pierwszy w USA zalegalizował związki partnerskie osób tej samej płci, a w 2009 r. został pierwszym, gdzie uznano prawo osób tej samej płci do zawierania małżeństw nie w wyniku pozwu sądowego. Vermont słynie też z silnych praw dotyczących ochrony przyrody i naturalnego rolnictwa - jako pierwszy wprowadził obowiązek oznaczania produktów wykorzystujących GMO. 


Gospodarka stanu jest jednak bardzo słaba. W Vermoncie nie ma żadnych dużych firm ani znanych atrakcji turystycznych. Gości spoza stanu przyciągają przede wszystkim ośrodki narciarskie, najlepsze w Nowej Anglii, czyli północno-wschodnim skraju Stanów. 

Jednak z uwagi na stosunkowo podłużny kształt i niewielki rozmiar Vermont jest doskonałym celem road tripu. Warto jednak wyposażyć się wcześniej w mapy tradycyjne lub elektroniczne niewymagające dostępu do internetu, bo przez brak zasięgu na Google Maps nie można liczyć. 

Hipsterzy na dzień dobry

Do Vermontu zwykle wjeżdża się od południa, od strony stanu Massachusetts, międzystanową autostradą I-91. Tę drogą wybierają podróżni m.in. z Nowego Jorku, Waszyngtonu czy Bostonu. Tuż za granicą stanu znajduje się niewielkie miasteczko Brattleboro. Zamieszkane przez raptem 12 tys. mieszkańców i tak jest siódmym co do wielkości w tym stanie, co daje dobre pojęcie o jego ogólnym wyludnieniu. 


Brattleboro wita turystów w Vermoncie tym, co dla tego stanu najbardziej charakterystyczne - niezależnymi kawiarniami i małymi browarami, ciszą i spokojem oraz hipsterską atmosferą. 

Miasteczko składa się tak naprawdę z jednej ulicy, odpowiednio nazwanej Main Street, która ciągnie się wzdłuż rzeki Connecticut. Przy tej ulicy pełno jest niewielkich księgarni, sklepów z lokalnymi wyrobami rzemieślniczymi i kawiarni z organicznymi wypiekami. Ta zadbana, choć dość ruchliwa ulica daje dobre wyobrażenie o charakterze Brattleboro. 


Na południowym skraju Main Street znajduje się duże skrzyżowanie, z którego doskonale widać szeroką w tym miejscu rzekę Connecticut i położoną na jej środku wysepkę, która leży już w stanie New Hampshire. Wschodnia granica Vermontu na całej długości jest bowiem wyznaczona rzeką Connecticut. Z mostu łączącego obydwa stany można podziwiać zalesioną dolinę tej rzeki - to przedsmak krajobrazów, które czekają w Vermoncie. 


Tuż obok przyczółka mostu nad Connecticut znajduje się jeden z licznych w Brattleboro i całym stanie mikrobrowarów. Vermont słynie bowiem z produkcji rzemieślniczego piwa. 

Lasy, miasteczka i zabudowane mosty

Vermont nie jest stanem zurbanizowanym - nie ma tu ani jednego miasta zamieszkanego przez więcej niż 50 tys. osób. Niemal cała południowa i centralna część stanu to dziewicze lasy liściaste, poprzecinane wąskimi i krętymi drogami. Vermont słynie jako jedno z najpiękniejszych miejsc w Stanach jesienią, gdy drzewa mienią się odcieniami żółci i czerwieni. Jednak nawet wiosną czy latem gęste lasy robią duże wrażenie. 

Aby w pełni docenić uroki tego stanu, koniecznie należy zjechać z przecinającej go z północy na południe międzystanowej autostrady I-89. Z Brattleboro warto udać się na północny-zachód, w stronę dzielącego Vermont od stanu Nowy Jork jeziora Champlain. 


Stan jest pagórkowaty, a wąskie, w praktyce półtorapasmowe drogi (a trzeba pamiętać, że Amerykanie lubią mieć samochody nieco szersze niż należałoby) wiją się między zadrzewionymi górkami, wywołując u kierowców mieszankę drogowej euforii i łagodnych zawrotów głowy. 


Jazda po pofalowanym i poprzecinanym wartkimi rzekami to sama przyjemność, a jedną z większych atrakcji są typowe dla tego stanu zabudowane, drewniane mosty. Często są one jednopasmowe i zaskakują po ostrym zakręcie, więc należy zachować dużą ostrożność. Szczególnie imponujące są mosty nad rzeką West River.


Vermont jest stanem mało zaludnionym, ale nie pustym jak niektóre ze stanów południowych. Niemal co chwilę przejeżdża się przed malutkie, nowoangielskie wioski. Osady takie jak Jamaica przy stanowej drodze 30 słyną z charakterystycznej zabudowy, białych, drewnianych domów i niepowtarzalnej atmosfery. Nawet miasteczka zamieszkane przez kilkaset osób mają bez wyjątku kilka organicznych kawiarni, sklepy z antykami, księgarnie i - oczywiście w centralnym miejscu - kościół ze spiczastą wieżą.


Przemieszczając się na północ Vermontu nie można ominąć drogi stanowej 22A. Trasa położona na zachodnim skraju stanu, mniej więcej w połowie jego wysokości, łączy Fair Haven na południu z Vergennes na północy. Powszechnie uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych dróg w Stanach Zjednoczonych, choć różni się od typowej trasy w Vermoncie. Jest dość prosta i płaska, ale niezwykle malownicza. Drogę wytyczono bowiem na łagodnym zboczu doliny jeziora Champlain. Jadąc na północ, po lewej stronie widać panoramę doliny, jeziora i majaczących w tle gór stanu Nowy Jork z olimpijskim Lake Placid. 

Uroku trasie dodaje też typowa dla Vermontu pogoda. Piękne słońce przeplata się z ciężkimi, burzowymi chmurami, co daje surrealistycznie piękne barwy krajobrazu.

Zaledwie kilka mil od trasy 22A znajduje się jedyny most nad jeziorem Champlain. Ok. 670-metrowa konstrukcja została otwarta w 2011 r. i jest równie imponująca architektonicznie, co ważna komunikacyjnie - stanowi bowiem jedyne stałe połączenie stanów Vermont i Nowy Jork na przestrzeni ok. 200 kilometrów. 

Skandynawskie Burlington

Jadąc trasą 22A na północ w końcu dotrzemy do krajowej autostrady 7, która prowadzi w kierunku Burlington, największego miasta stanu. Nie należy jednak spodziewać się metropolii - Burlington to niewielkie, pozbawione wieżowców miasteczko nad jeziorem Champlain, charakterem bardziej przypominające Skandynawię niż Stany. 


Centrum Burlington to deptak na Church Street, łączący od południa główną arterię komunikacyjną Main Street i kończący się położonym na północnym skraju kościołem unitarian uniwersalistów. Przy deptaku znajdują się liczne kawiarnie i sklepy, a jego skandynawski charakter nie jest tylko złudzeniem - w latach 70. lokalny działacz, Bill Truex, który wcześniej studiował w Kopenhadze, przeforsował przebudowę Church Street na wzór duńskiego Strogetu. 


Wzdłuż Church Street znajduje się także sporo sztuki ulicznej, w tym wielki mural Kanadyjczyka Pierre'a Hardy'ego. Malowidło przedstawia ważne postaci dla historii Burlingtonu wplecione w historię całych Stanów Zjednoczonych.


Kilka przecznic od Church Street znajduje się nabrzeże, gdzie znajduje się sporo kawiarni, parków i biur turystycznych oferujących wycieczki po jeziorze Champlain. 


Z parków roztacza się też piękna panorama jeziora i leżących na drugim brzegu gór Adirondack. 


Burlington jest miastem studenckim, a lokalny University of Vermont, choć nieduży, jest uczelnią o wysokim poziomie zwłaszcza pod względem przedmiotów związanych z rolnictwem, leśnictwem i ochroną środowiska. W połączeniu z tradycją warzenia piwa rzemieślniczego powoduje to, że życie nocne w mieście jest dynamiczne. Równocześnie w ciągu dnia miasto jest spokojnym i bezproblemowym miejscem do życia - uważa się je za jedno z najlepszych w Stanach do spędzenia emerytury.

Najmniejsza stolica stanu

Około godzinę jazdy od Burlington leży Montpelier, które byłoby kolejnym urokliwym, niewielkim miasteczkiem jakich wiele w Vermoncie, gdyby nie to, że jest równocześnie stolicą całego stanu. Mieszka w nim tylko 7,7 tys. osób, ale w Stanach normą jest, że stolica stanu nie jest ani największym, ani najważniejszym miastem. 


Nad centrum Montpelier góruje imponujący kapitol stanowy, w którym pewnie bez wysiłku zmieściliby się wszyscy rezydenci miasta. 


Miasto jest bardzo spokojne, ale dzięki roli stolicy dzieje się w nim więcej, niż można by się spodziewać. W Montpelier nie brakuje ambitnych księgarni, niezależnych kawiarni i sklepów. Wystawione książki czy tematyka spotkań nie pozostawia wątpliwości co do tego, że miasto jest zdecydowanie lewicowe. 


O ile nad centrum góruje budynek kapitolu, to całe miasto pozostaje w cieniu Tower Hill - góry porośniętej dzikim parkiem i ulubionym miejscem spacerów mieszkańców stolicy Vermontu. 


Pomiędzy Montpelier a Burlington znajduje się jeszcze jedno warte odwiedzenia miejsce - Stowe. To jeden z popularniejszych, ale i bardziej luksusowych kurortów narciarskich w tej części Stanów. Latem miasto jest znacznie bardziej puste, ale to dobra okazja, by przejść się po głównej ulicy, przy której znajdują się typowe nowoangielskie domy, puby i kościół.  

Mięso, cheddar i lody

Jeśli jest coś, z czego Vermont jest naprawdę znany, to są to lody. Nie jest to może do końca precyzyjne stwierdzenie - bo choć niemal każdy zna markę lodów Ben&Jerry's, to mało kto wie, że to firma właśnie z tego stanu. W 1978 r. Ben Cohen i Jerry Greenfield rozpoczęli produkcję lodów w budynku starej stacji benzynowej na przedmieściach Burlington. Dziś jedyna fabryka firmy mieści się w Waterbury, pomiędzy Burlington a Montpelier. Można ja zwiedzać i nie da się nie spróbować tam słynnych lodów. 


Ale w Vermoncie generalnie trudno być głodnym lub spragnionym. 

Poza już wspomnianymi mikrobrowarami, Vermont to też największy producent syropu klonowego w Stanach. Czuć tu niewątpliwie wpływ pobliskiej Kanady. Świeżo wyciskanego syropu z żywicy oraz licznych produktów na jego bazie można spróbować m.in. w Morse Farm, położonej kilka mil od Montpelier. To doskonałe miejsce, żeby dowiedzieć się więcej o procesie produkcji syropu klonowego. 


Vermont słynie też z serów cheddar. Jednym z największych producentów jest spółdzielnia Cabot, której siedziba jest w wiosce Cabot niedaleko Montpelier. Warto odwiedzić albo samą fabrykę, albo firmowy sklep położony przy drodze z Waterbury do Stowe. 

Choć najlepsze barbecue serwują na południu Stanów, nie oznacza to, że w Vermoncie turyści mięsożerni nie będą usatysfakcjonowani. Jednym z miejsc, których nie można ominąć, jest Curtis BBQ - przydrożny bar we wkopanym w ziemię busie, kilka mil na północ od Brattleboro, w którym Curtiss Tuff od kilkudziesięciu lat przygotowuje żeberka i kurczaki z grilla w stylu z jego rodzimej Georgii. To prawdziwa esencja amerykańskiego barbecue na talerzu, a do tego wielkie porcje są stosunkowo tanie. 

Informacje praktyczne

Kraj: Stany Zjednoczone

Język: Angielski. W Vermoncie rzadko używa się popularnego w innych częściach Stanów hiszpańskiego.

Geografia: Vermont położony jest w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, wchodzi w skład Nowej Anglii. Najbliższe duże miasta to Nowy Jork na południe od Vermontu, Boston na wschód i Montreal na północy.


Dojazd: Do Vermontu nie da się dolecieć bezpośrednio z Polski ani Europy. Najdogodniejsze połączenie lotnicze to rejs przez Chicago lub Newark - do Burlington lata stamtąd United. Aby w pełni poznać Vermont, najlepiej podróżować wypożyczonym samochodem, jadąc np. z Nowego Jorku od południa albo z Toronto od północy (dokąd z Warszawy lata LOT). Przez Vermont przejeżdża też pociąg Vermonter spółki Amtrak, łączący m.in. Montpelier, Burlington i Brattleboro z Nowym Jorkiem, Waszyngtonem i Filadelfią.

Waluta: Dolar amerykański. 1 USD = 3,71 PLN. 

Strefa czasowa: -6 godz. w stosunku do Polski.

Przekraczanie granicy: Paszport z wizą, którą trzeba wyrobić przed wyjazdem w amerykańskim konsulacie w Polsce. Wiza turystyczna (kat. B1/B2) kosztuje 160 dolarów (ok. 600 zł) i zwykle wydawana jest na 10 lat. Uprawnia do wielokrotnego wjazdu, przy czym jednorazowy pobyt nie może przekroczyć 180 dni.

Poruszanie się po Vermoncie: W Vermoncie praktycznie nie ma publicznej komunikacji międzymiastowej, dlatego jedynym wygodnym sposobem jazdy po stanie jest wynajem auta. W Stanach bez problemu można wypożyczyć auto za mniej niż 1000 zł za tydzień (w jednej z renomowanych wypożyczalni), razem z ubezpieczeniem. 


fot. Dominik Sipinski, Miłosz Wiatrowski


gość_0d23f - Profil
gość_0d23f
  
Co otrzymamy, gdy dodamy dwa do pięć?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy