×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: Airport imienia, czyli lotniskowe potwory językowe


Na nowym logo krakowskiego lotnisko pojawił się potwór. Nie chodzi o sam znak graficzny - ten, choć przez wielu krytykowany, nie jest aż taki zły. Ale językowo nowe logo jest okropnym przykładem ponglishu.


Władze krakowskiego lotniska zdecydowały się bowiem równocześnie na zadbanie o rozpoznawalność wśród zagranicznych turystów oraz ekspozycję swojego patrona dla Polaków. Z połączenia rozbieżnych interesów, co można było przewidzieć, powstał językowy koszmar, który nie jest ani po angielsku, ani po polsku.

W logotypie portu lotniczego napisano bowiem "Kraków Airport im. Jana Pawła II". 

Najpierw - "Kraków". Czyli język polski, i to w pełnej jego krasie, bo z "ó" zamiast zanglicyzowanego "o". Potem angielski "Airport". A na koniec "im. Jana Pawła II", czyli wracamy do mowy ojczystej. 

Polak nazwę zrozumie w pełni, choć ten "airport" drażni tak samo jak "destynacja", "target" czy "rebooking". Ma jednak niewątpliwą zaletę zwięzłości w porównaniu do "portu lotniczego". 

Anglik czy ogólniej obcokrajowiec posługujący się jako tako angielskim na pewno zrozumie pierwszą część. Można by się wprawdzie przyczepić, że skoro "airport", to lepiej "Cracow" albo (gorzej) "Krakow", ale użycie w pełni polskiej pisowni się broni. 

Ale Jan Paweł II, a zwłaszcza "im." już się nie broni. Nie chodzi o to, że komuś pomyli się przez to lotnisko, nie popadajmy w paranoję, bo mało który z pasażerów czy pasażerek w ogóle zwróci na to uwagę. (Nie oszukujmy się, mało kto zwróci uwagę też na nowe logo i pierwszy człon nazwy.) Ale my jednak lubimy się czepiać, a polszczyzna swoje wymogi ma, więc skoro już władze portu zadecydowały o umieszczeniu pełnej nazwy na logo, to powinny to zrobić poprawnie. 

Jeśli po polsku - to nie "airport", tylko "port lotniczy". Jeśli po angielsku, to nie "im. Jana Pawła II", tylko "Kraków Jan Paweł II Airport" lub nawet lepiej - "Kraków John Paul II Airport". 

Jakkolwiek w Polsce zwykło się zakładać, że Karol Wojtyła jest uniwersalnie znany pod swoim imieniem papieskim w polskim brzmieniu, to jednak na świecie, jeśli w ogóle jest jeszcze pamiętany, to pod imieniem John Paul II. Trzeba wprawdzie przyznać, że dwa imiona różniące się dość mocno po polsku i angielsku są niewdzięcznym obiektem tłumaczenia; ale znów - bez przesady. John-Jan czy Paul-Paweł to nie są translatorskie dramaty, gorzej byłoby z Jerzym (Georgem) czy Karolem (Charlesem).

Można za to docenić, że władze portu nie zdecydowały na dodanie do logo dodatków w stylu "świętego". 

Przedstawiciele lotniska bronią się, że w poprzednim logo pisownia była taka sama (choć trzeba dodać, że imię patrona było na logotypie znacznie mniejsze i nie rzucało się tak bardzo w oczy). Jednak to, że coś było źle rozwiązane, nie jest żadnym uzasadnieniem trwania w błędzie, tym bardziej, że lotnisko i tak przeprowadzało konkurs na nowe logo. 

Nie bez znaczenia może być to, że ponoć prezesowi lotniska osobiście zależało, aby nowe logo było "bardziej papieskie". 

Wzorem może być lotnisko w Gdańsku, które w polskiej wersji językowej identyfikuje się jako Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy, a w angielskiej - Gdansk Lech Walesa Airport. Da się zatem i narodowa duma nie cierpi. Podobnie jest w Szczecinie, którego polskie logo jest co prawda tak długie, że nie powstydziłby się go Michel Foucault, ale też w pełni poprawne - Port lotniczy Szczecin Goleniów im. NSZZ Solidarność. A po angielsku, równie poprawnie i znacznie zwięźlej - Solidarity Szczecin-Goleniow Airport. A skoro niewymawialną dla obcokrajowców "Solidarność" da się przełożyć, to i Jana Pawła można by.

Zresztą w ogóle patrząc na resztę kraju, można dojść do wniosku, że poza Krakowem poradzono sobie jakoś z umiędzynarodowieniem nazw bez gwałtu na polszczyźnie. 

Moda na airportowanie ogarnęła wprawdzie niemal wszystkich, choć w tym nie ma nic dziwnego. Może językowi puryści woleliby, aby polskie lotniska pozostały lotniskami czy portami lotniczymi (zagranicznych turystów to i tak raczej mało obchodzi), ale w tej globalnej branży makaronizowanie nazw uchodzi. 

Większość lotnisk w swoich logotypach postawiło na proste, zanglicyzowane nazwy. Poznań i Bydgoszcz pozbyły się z logotypów patronów (obiektywnie rzecz biorąc, poza Polską mało kto zna Henryka Wieniawskiego czy nawet Ignacego Paderewskiego). Podobnie zrobiły Łódź czy Wrocław, choć Reymont, jako noblista, jest ciutkę bardziej znany, nie mówiąc już o Koperniku. Dodatkowo na lotnisku w Łodzi zrezygnowano z polskich znaków, czyniąc nazwę miasta nieco bardziej wymawialną dla obcokrajowców (nieco). 

Jeszcze prościej zapisano nazwę lotniska w Warszawie. Na logotypie - w dwóch wersjach językowych - znalazły się trzy słowa: Warsaw Chopin Airport albo Lotnisko Chopina Warszawa. Angielska wersja jest stuprocentowo poprawna, w polskiej na upartego można się przyczepić do niezbyt gramatycznie pasującej "Warszawy" zamiast "w Warszawie".

Pozostałe lotniska, pozbawione wątpliwego dobrodziejstwa posiadania patrona, miały łatwiej i postawiły wprost na takie nazwy w logotypach jak Rzeszów International Airport czy Katowice Airport. 

Przykłady z kraju pokazują, że najlepszym językowo rozwiązaniem jest zrezygnowanie z uniwersalizacji logo. Albo po angielsku, albo po polsku, a najlepiej - w obydwu wariantach. Krakowski targ w tym przypadku nie działa. 


gość_0e8e9 - Profil
gość_0e8e9
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy