Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Bliżej Świata: Kiszyniów


Mołdawia to chyba najbardziej zapomniany kraj w Europie. W jej stolicy, Kiszyniowie, mieszają się wciąż silne wpływy radzieckie i rosyjskie, dziki kapitalizm lat 90. i niesamowita gościnność Mołdawian.


Mołdawia ma powierzchnię zbliżoną do Belgii i podobny problem z tożsamością narodową - kraj ten jest bardziej mieszanką dwóch sąsiednich, niż samodzielnym bytem. Tak jak w Belgii mieszają się wpływy Holendrów na północy i Francuzów na południu, tak Mołdawianie szukają swojej tożsamości między Rosją a Rumunią. 

Kiszyniów to stolica i największe miasto Mołdawii. Jest co prawda bardziej rozwinięte niż reszta kraju, ale i tak łatwo dostrzec tu wszystkie paradoksy tego kraju. Z jednej strony widać ogromną biedę, bo Mołdawia to najuboższy kraj Europy (średnie miesięczne zarobki nie przekraczają równowartości 1000 zł). Z drugiej nie brakuje nowobogackich rozbijających się po mieście nowymi porsche czy BMW. 


Podobne kontrasty między socrealizmem i postmodernistycznym kapitalizmem widać także w architekturze, a może nawet bardziej - w mentalności Mołdawian. Trudno powstrzymać wrażenie, że Mołdawia to kraj niechciany - obywatele chcieliby albo dołączyć do Rumunii, z lokalnej perspektywy jawiącej się jako zamożny kraj członkowski Unii, albo zacieśnić sojusz z Rosją. 
Mołdawia historycznie zawsze związana była z Transylwanią i innymi księstwami dziś wchodzącymi w skład Rumunii. W XIX w. kraj trafił jednak pod panowanie Rosji, a po II wojnie światowej został wcielony do ZSRR. Mołdawia jest niepodległa od 1991 r., ale jej związki z Rumunią wciąż są bardzo silne - mówi się tu po rumuńsku, posługuje tak samo nazywającą się walutą (lejami), a nawet flaga jest niemal identyczna. 


Kiszyniów jest miastem niedużym (niecałe 500 tys. mieszkańców) i niezbyt rozległym. Całe centrum można bez problemu obejść pieszo, a nawet odleglejsze dzielnice to tylko kilkanaście minut marszrutką (czyli typowo wschodnim rodzajem komunikacji miejskiej - mikrobusem o stałej trasie, mniej więcej istniejącym rozkładzie i zatrzymującym się na wezwanie w dowolnym miejscu). Położone 11 km od centrum miasta lotnisko jest dostępne taksówką w 20 minut. 

Socrealistyczne centrum

Centrum Kiszyniowa to urbanistyczny eksperyment z niczym prawie nieskażonym socrealizmem. W 1941 r. miasto zostało niemal zrównane z ziemią przez trzęsienie ziemi, co pozwoliło radzieckim architektom na odbudowę go w swoim stylu. Miasto zostało rozplanowane na siatce prostopadłych ulic, a centralnym miejscem jest Park Katedralny. 


Na placu mieści się niewielki sobór Narodzenia Pańskiego, główny kościół Kiszyniowa. Nad budynkiem dominuje strzelista dzwonnica. 

Obok stoi łuk triumfalny z 1840 r. Został zbudowany, aby uczcić zwycięstwo cesarstwa rosyjskiego nad imperium osmańskim, i mimo późniejszego panowania Sowietów, nie został zburzony.


Ciekawostką na placu są gabloty, w których wywieszane są bieżące gazety. Jednak nie widać, by czytało je w tej formie wiele osób.


Przy Parku Katedralnym znajduje się szeroki bulwar, zwany Placem Zgromadzenia Narodowego, przy którym - dla zmyłki - nie znajduje się siedziba parlamentu, tylko rządu. Sam plac to ruchliwa ulica przelotowa, ale też miejsce częstych demonstracji.


A protestów w Mołdawii - kraju przeżartym korupcją, nepotyzmem, biedą i rozdartym tożsamościowo - nie brakuje. Protestują zwolennicy Rosji przeciwko integracji z Unią; pro-unijni przeciwko zbliżeniu z Moskwą; pro-ukraińscy przeciwko obydwu; a ostatnio coraz częściej obywatele, niezależnie od poglądów, przeciwko klasie politycznej.

W Kiszyniowie nie sposób uciec od postaci Stefana III Wielkiego, zwanego też Mołdawskim. Ten władca z przełomu XIV i XV. w. jest przez Mołdawian uważany za twórcę silnego państwa mołdawskiego. Zasłynął obroną kraju przez Węgrami, Polakami i Turkami. W Kiszyniowie przy siedzibie rządu znajduje się jego pomnik, a zaraz obok park jego imienia.


Park Stefana III Wielkiego to spora przestrzeń zieleni w centrum miasta. Mieszkańcy lubią przychodzić do tego miasta na partię szachów czy plotki. To też popularne miejsce na spacery z dziećmi. 


Główna ulica w Kiszyniowie również nosi imię Stefana III Wielkiego. Na północny-zachód od Parku Katedralnego znajduje się głównie budynki rządowe - przede wszystkim imponująca siedziba parlamentu zbudowana zgodnie z kanonami socrealizmu. Naprzeciwko jeszcze w XIX w. zbudowano siedzibę Teatru Opery i Baletu.

Ulicą Stefana III i dalej

Ulica Stefana III ciekawsza jest w przeciwnym kierunku. Idąc od Parku Katedralnego najpierw napotykamy kolejną pamiątkę z lat 50. XX w. - siedzibę władz miasta. 


Kilkanaście metrów dalej znajduje się jedno z ciekawszych miejsc w Kiszyniowie - targ artystów i antykwariuszy. Poza standardową dozą turystycznego badziewia (godne polecenia są koszulki z napisem "Putin - nasz ojciec" czy ciupagi) i falą pseudo-artystycznego kiczu, na targu można znaleźć zarówno prawdziwe i tanie dzieła sztuki, jak i perełki wśród antykwariuszy. Nie brakuje np. starych map czy czasopism. 


Dalej ulica przekształca się w żywy pomnik lat 90. Pod tysiącami kiczowatych neonów reklamujących wszystko od kasyn i burdeli po sklepy spożywcze i pizzerie ledwo widać socrealistyczną bazę. Nie brakuje też plastikowych budek, które wespół z wyrwami w chodnikach i półmetrowej wysokości krawężnikami powodują, że często trudno przejść. 


Ulicę Stefana III wieńczą dwa koszmarnie brzydkie budynki - najpierw UNIC, centrum handlowe, które mogło być nowoczesne, gdy budowano je za czasów Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, ale brak jakiejkolwiek modernizacji dało mu się we znaki. Kawałek dalej stoi hotel National, który już dawno nie jest wykorzystywany i powoli zamienia się w budynek-widmo. 


O ile jednak sama ulica jest co prawda chaotyczna, ale dynamiczna i dużo się na niej dzieje, także pod względem handlu, to czasem wystarczy odejść dwie przecznice dalej, żeby zobaczyć malutkie baraczki, wyglądające jak szopy na narzędzia, w których żyje sporo kiszyniowian. 


Wspinając się od centrum UNIC ulicą Ismaela po kilkuset metrów dojdziemy do kolejnych spektakularnych ruin - tym razem mowa o Stadionie Republikańskim. Wybudowany w 1952 r. onegdaj był głównym miejscem meczów piłkarskich, sparingów lekkoatletycznych, a nawet okazjonalnych defilad wojska. Wchodziło na niego ponad 20 tys. osób. W 1991 r. stadion zaczął popadać w ruinę, a w 2007 r. rozpoczęto jego - niedokończoną do dziś - rozbiórkę. Na jego miejscu miał powstać nowy stadion, ale jak to bywa w Mołdawii, środki na jego budowę gdzieś zniknęły. 


Jeszcze kawałek dalej znajduje się Pomnik Zwycięstwa i wieczny ogień upamiętniający wiktorię rozmaitych armii, które akurat przewijały się przez Mołdawię. Dominuje wspomnienie o mołdawskich i radzieckich żołnierzach, którzy zginęli podczas II wojny światowej. Są też pomniki Mołdawian, którzy zginęli w wojnie o Naddniestrze z Rosją w 1992 r. Cały kompleks jest jednak pusty i jak na radziecką architekturę pomnikową, wyjątkowo mało imponujący. 

Willowe wzgórze

Z pomnika nie warto wracać do centrum miasta. Lepiej pozostać na wzgórzu i wzdłuż płotu cmentarza przejść do dzielnicy willowej, gdzie swoje siedziby ma wiele ambasad. Znajduje się tu też uniwersytet oraz górująca nad miastem wieża ciśnień, z której roztacza się świetna panorama. 


Wzgórze rozdziela centrum od znajdującego się po drugiej stronie sztucznego zbiornika wodnego w parku Valea Morilora. To ulubione miejsce wypoczynku kiszyniowian. Na zbiorniku można uprawiać sporty wodne, a wzdłuż jego brzegów ciągną się nowo wyremontowane i zadbane bulwary. 


Powrót do miasta wiedzie koło stadionu piłkarskiego do parku Stefana III Wielkiego. Docierając do niego od drugiej strony, warto zwiedzić przynajmniej darmowy ogród Muzeum Narodowego Etnografii i Historii. Fanów lotnictwa może zainteresować stojący tam radziecki śmigłowiec Ka-26. 

W Kiszyniowie warto jeszcze odwiedzić rynek centralny (Piaţa Centrală), przypominający najlepsze (lub najgorsze) targowiska z epoki tuż-post-PRL. Za grosze można tam kupić wszystko: od papieru toaletowego po mandarynki, od odbiorników radiowych po ubranka dla dzieci. Tuż przy rynku znajduje się dworzec autobusowy, z którego odjeżdżają autobusy m.in. do zdecydowanie godnego polecenia na krótką wizytę Naddniestrza - o czym w innym tekście. 


Fanów wojskowości na pewno zaciekawi jeszcze Muzeum Wojskowe, schowane przy bocznej ulicy równoległej do ul. Stefana III Wielkiego. Nawet bez płacenia za wstęp przez płot da się zobaczyć mnóstwo artylerii, kilka odrzutowców i czołgi. 


Piesze zwiedzanie niedużego Kiszyniowa może być mimo wszystko męczące, dlatego w ciągu dnia warto się posilać placintami, czyli plackami z ciasta podobnego do greckiego filo, nadziewanych najczęściej białym serem. Można też spróbować lokalnej bryndzy (niewiarygodnie słonej) lub kebabu. W Kiszyniowie nie ma jeszcze kultury siedzenia w kawiarniach. Życie nocne też nie jest zbyt rozbudowane - poza kilkoma miejscami dla turystów i ekspatów (w tym pracowników ONZ) miasto po zmroku raczej szybko zasypia. 

Kiszyniów pewnie nie trafi u nikogo na listę miejsc "koniecznie do odwiedzania", ale korzystając z tanich i wygodnych lotów LOT-u z Warszawy czy Ukraine International Airlines przez Kijów warto się tam wybrać. Będzie to niedrogi, a bardzo ciekawy wyjazd do jedynego w swoim stylu miasta w Europie. 

Informacje praktyczne


Kraj: Mołdawia

Język: formalnie rumuński (według niektórych ustaw mołdawski, ale to tylko dialekt rumuńskiego), rosyjski bardzo powszechny, na północy kraju polski.

Waluta: lej mołdawski. 1 MDL = 0,20 PLN. Bankomaty są powszechnie dostępne w centrum Kiszyniowa, płatności kartami mniej popularne. Przy wypłacie pieniędzy z bankomaty należy zwracać uwagę na niestandardowe kwoty podawane na ekranie (np. 20, 90, 190 i 600 lejów)


Zakwaterowanie: baza hotelowa w Kiszyniowie w miarę rozwinięta, od luksusowych hoteli (Radisson Blu) po mae pensjonaty. Ceny są dość wysokie jak na tak tanie miasto. Koszt noclegu to od ok. 400 lejów w pensjonacie po ponad 2000 w dobrym hotelu.

Transport: po mieście najłatwiej przemieszczać się trolejbusami (bilet - 2 leje), autobusami (3 leje) lub marszrutkami, po rumuńsku zwanymi "rutiera" (3 leje). Bilety kupuje się u konduktora w pojeździe lub u kierowcy. 

Restauracje: odpowiedniki polskich mlecznych barów z placintami są wszędzie. Z restauracji warto polecić lokalną (ze świetnym wystrojem w stylu starego mieszkania) Propagandę albo amerykańską Steakhouse. Nie można nie spróbować doskonałego i taniego lokalnego wina oraz koniaków. Wino można nalewać w supermarketach z kartonu do butelek plastikowych - nadaje się do picia tylko przez kilkanaście godzin, ale na początku jest świeże i smaczne.


fot. Dominik Sipinski
grafiki Dominik Sipinski


gość_85559 - Profil
gość_85559
  
Ile to 5 dodane do jeden?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy