×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Prezes lotniska w Radomiu: Pasażerów będzie przybywać


Lotnisko w Radomiu to inwestycja na lata, a z czasem pasażerów na pewno będzie więcej - przekonuje prezes tego portu, Dorota Sidorko. Dodaje, że lotnisko zabiega o loty do Wielkiej Brytanii i Skandynawii, a za słabe wyniki połączeń wini m.in. media i trwającą kampanię wyborczą.


- Lotnisko to długofalowa inwestycja na dziesiątki lat, która ma zwiększyć możliwości rozwoju gospodarczego czternastego co do wielkości miasta Polski, czyli Radomia - przekonuje Dorota Sidorko, prezes portu lotniczego w Radomiu, w rozmowie z Pasazer.com. Pełen wywiad publikujemy na portalu Pasażer Pro. - Nawet nie chodzi o to, czego ja spodziewam. Jestem po prostu pewna, że z naszej infrastruktury będą korzystały tysiące pasażerów.

Lotnisko to już w maju 2014 r. zostało wpisane do rejestru ULC. Jednak przez ponad rok nie obsługiwało żadnych połączeń komercyjnych - do skutku nie doszły zapowiadane wcześniej czartery (nie było na nie chętnych), a linie regularne nie były zainteresowane Radomiem. 

Dopiero od początku września tego roku, czyli ponad rok po uruchomieniu, na lotnisku wylądował pierwszy samolot obsługujący regularne połączenie pasażerskie. Od półtora miesiąca airBaltic oferuje loty z Radomia do Rygi, a w połowie września dołączyły linie Czech Airlines z połączenie do Pragi. Rejsy te cieszą się jednak znikomym powodzeniem - we wrześniu lotnisko obsłużyło nieco ponad 200 pasażerów, co oznacza, że średnio w każdym locie zajętych było ok. 6 miejsc. 


Sidorko, która została wiceprezesem portu w marcu br., a od lipca jest prezesem, broni jednak decyzji handlowych przewoźników. 

Dopóki sami nie zaczęliśmy latać, nie mogliśmy przeprowadzić analizy. Tak naprawdę właściwym adresatem tego pytania powinni być przewoźnicy. Skoro podjęli takie decyzje, ma to pewnie uzasadnienie w perspektywie czasu. Tym bardziej, że obydwa kierunki dynamicznie się rozwijają - zapewnia. 


Prezes lotniska w Radomiu przynajmniej częściowo za słaby start tych tras obwinia media. Według niej port lotniczy jest zbyt często krytykowany. Przyznaje jednak, że trwają prace nad pozyskaniem przewoźnika na bardziej typowych dla polskich lotnisk regionalnych trasach: do Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Nie chce jednak odpowiedzieć na to, w jaki sposób Radom przekonał airBaltic i Czech Airlines do wejścia na to lotnisko.

Poza nowymi trasami, Sidorko obiecuje także zintensyfikowanie kampanii promocyjnej lotów do Rygi i Pragi. Teraz to niemożliwe - tłumaczy - bo przez kampanię wyborczą w Radomiu brakuje wolnych billboardów. 

- Po wyborach planujemy zintensyfikowanie tych działań, w miarę skromnych możliwości finansowych, tak aby dotrzeć do maksymalnej liczby potencjalnych pasażerów. Musimy przekonać potencjalnych pasażerów, że radomskie lotnisko działa i śmiało można korzystać z jego oferty, teraz i w przyszłości. Robimy wszystko, by biorąc pod uwagę ograniczenia infrastrukturalne, zachęcić przewoźników do uruchomienia oczekiwanych przez pasażerów kierunków - mówi Sidorko.

Jednak mimo pewnych braków, Sidorko przekonuje, że lotnisko w Radomiu to ważna i strategiczna inwestycja, która pomoże rozwinąć się miastu i całemu regionowi. Przypomina, że na przekształcenie lotniska wojskowego w cywilno-wojskowego miasto wydało jedynie 83,9 mln zł i były to środki w całości własne. To, według Sidorko, argument za tym, że sensowność istnienia tego portu powinni oceniać jedynie radomianie. Prezes przypomina, że to kwota znacznie niższa niż średnia wartość inwestycji w pozostałych portach lotniczych.

Według niej widać już zresztą pierwsze efekty. Sidorko przekonuje, że istnienie lotniska było argumentem za ulokowaniem w Radomiu siedziby Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Bliską współpracą zainteresowane są też Targi Kielce. Sidorko zwraca uwagę, że wraz z rozbudową sieci dróg przybędzie miast z dobrym dojazdem do portu lotniczego w Radomiu. Równocześnie bagatelizuje jednak wpływ budowy trasy ekspresowej i modernizacji linii kolejowej do Warszawy. 

- O sensowności naszego istnienia najlepiej porozmawiać za pięć czy dziesięć lat. My taki sens widzimy i nadal jako radomianie będziemy robić swoje - zapewnia Sidorko. - Najniższe w skali Polski koszty utworzenia lotniska cywilnego w Radomiu, w dłuższej perspektywie czasu, zwrócą się. Lotnisko to inwestycja na co najmniej 30 lat.


Komentarz Pasazer.com

Trudno powiedzieć, czy prezes Sidorko bardzo nieudolnie próbuje robić dobrą minę do złej gry, czy naprawdę jest przekonana, że lotnisko powinno funkcjonować w taki sposób.

Na prawie każde pytanie Pasazer.com szefowa radomskiego lotniska udziela odpowiedzi, do której można mieć zastrzeżenia. 

Przykład pierwszy: "dopóki sami nie zaczęliśmy latać, nie mogliśmy przeprowadzić analizy". Otóż, pani prezes, mogliście, ba, powinniście. Takie analizy nazywają się badaniem rynku i robi je każda dobrze zarządzana linia czy lotnisko. Można to zrobić porządnie, na podstawie modeli ruchu, można taniej, choćby na podstawie prostych ankiet wśród potencjalnych pasażerów. Jestem pewien, że ani Ryga, ani Praga nie byłyby wskazane jako kierunki priorytetowe.

Prezes Sidorko odrzuca też tezę o słabym wypełnieniu samolotów. Pyta retorycznie: "W jednym samolocie jest 99 pasażerów w drugim 1, średnia to 50 pasażerów. Czy to oznacza, że w każdym jest 50 pasażerów?". Oczywiście, że nie. Ale przekładając tę logikę na realia radomskie: w dwóch samolotach jest po 99 pasażerów, wszystkie pozostałe w ciągu miesiąca lecą puste. Zadowalający wynik? Raczej nie.

Sidorko na samym lotnictwie się zna - jest pilotem i instruktorem - i powinna wiedzieć, że dla linii lotniczych wypełnienia poniżej 75-80 proc. są całkowicie nieekonomiczne. Ale może tu wychodzi jej brak doświadczenia biznesowego, bo przed przyjściem na lotnisko działalność Sidorko ograniczała się do prowadzenia klubu fitness i działalności w kolportażu prasy.

Obwinianie mediów o negatywne artykuł na temat Radomia - lotniska, na którym przez ponad rok pracowało ponad 100 osób, choć nie było żadnych pasażerów - też trudno przyjąć jako uzasadnione. Podobnie absurdalny jest argument o braku promocji lotniska w związku z kampanią wyborczą. Nie byłem ostatnio w Radomiu, przyznaję, ale byłem w kilku innych podobnej wielkości miastach i w żadnym z nich nie widziałem, by wszystkie co do jednego billboardy były zajęte przez polityków. Pomijając nawet to, że kampania powinna trwać przed rozpoczęciem lotów, czyli w sierpniu, a wtedy politycy jeszcze się nie promowali.

Prezes Sidorko ma rację, podkreślając względnie niskie koszty dostosowania lotniska w Radomiu do obsługi ruchu cywilnego. Faktycznie, środki te pochodziły z budżetu gminy. Ale to jeszcze nie powód by mówić: "to nasze podwórko i niech nikt się tu nie wtrąca". Jak sama pani prezes zwraca uwagę, lotniska powinny tworzyć sieć. To oznacza, że nie powinno budować się ich wszędzie tam, gdzie akurat lokalni włodarze zechcą wystawić sobie pomnik. Eksperci czy analitycy mają wszelkie prawo krytykować i zwracać uwagę, że środki te można by wydać w Radomiu lepiej - nawet jeśli to nie z ich podatków je wydano. 

Krytyka nie zmienia jednak podstawowego faktu, że lotnisko już jest, jakoś działa i coś z tym "białem słoniem" zrobić trzeba. 

Porównując wypowiedzi Sidorko i jej poprzedników, nie da się uniknąć analogii do Lublina. Pierwszy prezes tamtejszy portu, Grzegorz Muszyński, był przez nas i wielu innych często krytykowany za opowiadane farmazony o ambitnych prognozach liczby pasażerów czy tym, że Lublin nie będzie lotniskiem dla tanich linii. Po otworzeniu portu lotniczego nastąpiła bolesna weryfikacja, ale dzięki przełknięciu tej gorzkiej pigułki teraz port rozwija się dobrze, a z nowych połączeń korzysta cały region. 

Na to samo musimy liczyć w Radomiu. W wypowiedziach pani prezes widać pierwsze zwiastuny poprawy: deklaracja zabiegania o loty do Wielkiej Brytanii i Skandynawii czy współpracy z Targami Kielce i Airbusem to kroki w dobrym kierunku. Z tego lotniska nigdy nie da się zrobić rentownej firmy, ale skoro już jest, to można przynajmniej zamortyzować część kosztów i dać jakąś korzyść miastu. 

Tylko by to zrobić, nie można twierdzić, że średnio mniej niż sześciu pasażerów na lot to wynik matematycznej manipulacji i narzekać na krytyczne wobec pomysłu media. Trzeba wziąć się do roboty, rozmawiać z liniami i szukać przewag konkurencyjnych, może nietypowych tras (jak np. doskonale funkcjonująca dawniej trasa Lublin-Mediolan, oparta o włoską Agustę Westland, do której należy PZL-Świdnik). Lotnisko i tak będzie działać, bo korzysta z niego wojsko, ale plany rozbudowy np. płyty postojowej można spokojnie opóźnić. 

Ale, pani prezes, przed złożeniem propozycji obsługi następnych tras liniom, polecamy jednak wykonać ich analizę. Tylko może lepiej zostawić to skutecznemu menedżerowi z doświadczeniem w bardzo trudnym biznesie lotniczym. Bo nie każdy pilot nadaje się na prezesa lotniska, tak samo jak większość lekarzy nie nadaje się na dyrektorów szpitali.


gość_a7ead - Profil
gość_a7ead
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie