×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Raport: Lotnisko Gdynia im. Megalomanii



Komisja Europejska nakazała lotnisku w Gdyni zwrot ponad 90 mln zł dopłaty od gmin Gdynia i Kosakowo. To prawdopodobnie oznacza bankructwo spółki. Władze miasta nie rezygnują i zapowiadają, że port lotniczy i tak powstanie. W myśl przysłowia "zastaw się, a postaw się", bo większość ekspertów jest bardzo krytyczna. 

Źle wydawane publiczne środki w Polsce to nic nowego, ale inwestycja w lotnisko w Gdyni w tym niechlubnym rankingu zajmuje czołowe miejsce. Zbudowany już terminal i inne obiekty w Kosakowie na razie pozostaną nieczynnymi pomnikami nadmiernej ambicji lokalnych władz, rozrzutności w wydawaniu publicznych pieniędzy i całkowicie oderwanych od rzeczywistości planów. 

- Polska, niestety, nie stworzyła własnego narzędzia hamowania przesadzonych zapędów inwestycyjnych, dlatego dobrą robotę zrobiła za nią Komisja Europejska - ocenia w rozmowie z Pasazer.com Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. 

Opinie ekspertów, unijny nakaz zwrotu dofinansowania, a nawet prawdopodobne bankructwo spółki nie przeszkadzają prezydentowi Gdyni. Wojciech Szczurek nadal chce mieć własne lotnisko. 



- Samorządy Gdyni i Kosakowa są zdeterminowane, by jak najszybciej doprowadzić do uruchomienie lotniska cywilnego general aviation i komplementarnego wobec portu lotniczego Gdańsk Rębiechowo, w nieustającym przekonaniu, że działamy dla dobra całego regionu i podniesienia jego atrakcyjności - mówi portalowi Pasazer.com Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. 

Lotnisko już było... i co z tego?

Zacznijmy od historii, bo to jeden z argumentów za lotniskiem w Gdyni. Port lotniczy w Kosakowie powstał już przed drugą wojną jako lotnisko alternatywne dla Rumi. W Wolnym Mieście Gdańsku funkcjonował wtedy port lotniczy we Wrzeszczu. Po wojnie Wrzeszcz stał się głównym, cywilno-militarnym portem dla polskiego Trójmiasta, a Kosakowo było wykorzystywane jedynie przez wojsko. W 1974 r. uruchomiono zbudowane od podstaw Rębiechowo, które zastąpiło Wrzeszcz. 

W 2005 r. podpisano list intencyjny o przekształceniu wojskowego lotniska Kosakowo w port cywilny. Dwa lata później powstała spółka Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo. Obecnie spółka ma kapitał wynoszący 91,31 mln zł, z czego zdecydowaną większość (85,031 mln zł, czyli ponad 93 proc.) wpłaciło miasto Gdynia. Reszta należy do gminy Kosakowo. To właśnie te środki zostały uznane przez KE za niedozwoloną pomoc publiczną. 



Zwolennicy portu lotniczego w Gdyni podkreślają, że to nie nowa budowa, a jedynie dostosowanie i rozbudowa istniejącej infrastruktury. Faktycznie, jest znacznie taniej niż w budowanym od podstaw Lublinie, gdzie koszty mogły sięgnąć ponad 500 mln zł. Jednak z drugiej strony podobne, powojskowe lotnisko w Radomiu dysponuje budżetem wynoszącym niecałe 50 mln zł, a kwota ta ma wystarczyć także na pokrywanie strat na początku działalności. 

Poza tym argumentacja o tym, że lotnisko i tak jest, więc można je rozwinąć nie broni się przed pytaniem o sens takiego działania. To logika w stylu "skoro mam samochód, to pojadę nim dziś do Uzbekistanu". Nie ważne po co, byleby pojazd (lub lotnisko) się nie marnował. 

Terminal dla GA. W 10 proc. 

Lotnisko w Gdyni pierwotnie miało powstać jako port dla lotnictwa ogólnego (czyli general aviation) i biznesowego. To właśnie pod takim warunkiem władze województwa, Gdańska i Sopotu podpisywały się pod listem intencyjnym w 2005 r. 

Intencją naszą było nawiązanie bliższej współpracy lotniska wojskowego w Gdyni i Portu Lotniczego Gdańsk, a gdyńskie lotnisko miało w zamierzeniu obsługiwać tylko general aviation. Z całą stanowczością stwierdzamy, że celem zawarcia listu intencyjnego nie było rozpoczęcie budowy cywilnego lotniska w Gdyni - napisali w oświadczeniu Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego, Jacek Karnowski, prezydent Sopotu oraz Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska.  

Gdynia też, przynajmniej oficjalnie, koncentrowała się na GA. Jak przypominają dziennikarze "Gazety Wyborczej", udanie rozprawiający się z niejasnościami wokół gdyńskiego lotniska, zarówno w przetargu, jak i dokumentach wysyłanych do Brukseli, Kosakowo miało mieć terminal dla lotnictwa ogólnego. 

Tylko że przestrzeń dla lotnictwa ogólnego zajmuje w terminalu niecałe 10 proc. powierzchni budynku. Reszta to normalna infrastruktura dla lotów linii lotniczych: hala odlotów Schengen i non-Schengen, sortownia i karuzela bagażowa, stanowiska check-in... 

Gdyby zgodzić się, że Kosakowo miało być przeznaczone tylko dla lotnictwa ogólnego, kosztujący ponad 20 mln zł terminal o przepustowości 500 tys. pasażerów rocznie byłby przykładem marnowania środków publicznych na skalę, której powinna przyjrzeć się prokuratura. 

Budujemy lepsze jutro

Gdy okazało się, że nie da się wytłumaczyć budowy lotniska w Kosakowie potrzebami lotnictwa ogólnego, władze Gdyni zaczęły przekonywać, że to przyszłościowa inwestycja. 

- Uważamy, że pomimo potencjału lotniska Lecha Wałęsy, drugi port lotniczy stanie się potrzebny w Trójmieście. Myślimy perspektywicznie. Błędem byłoby rozpoczęcie jego przebudowy o 15 lat za późno, gdy co prawda wskaźniki będą już oczywiste, ale za to opóźnienie nie do nadrobienia - przekonuje Szczurek. 

Podobnego zdania jest dwóch naukowców, którzy opublikowali listy poparcia dla gdyńskiego lotniska - prof. Andrzej Grzelakowski z Katedry Logistyki i Systemów Transportowych Akademii Morskiej w Gdyni oraz prof. Mirosław Chaberek, kierownik Katedry Logistyki Uniwersytetu Gdańskiego. 



Projekt lotniska w Gdyni-Kosakowie to dla mnie znakomity przykład rodzenia się i realizacji idei perspektywicznego rozwoju systemu logistycznego aglomeracji trójmiejskiej i regionu pomorskiego. Przewaga argumentacji pozytywnej jest nader oczywista. Obecny czas to właściwy czas na urzeczywistnianie idei lotniska w Gdyni-Kosakowie - przekonuje w pełnym górnolotnych odwołań do przyszłych pokoleń prof. Chaberek. 

To przedsięwzięcie doskonale wpisuje się w strategię rozwoju regionalnego, opartą na rozbudowie transportu, spedycji i logistyki w województwie pomorskim oraz turystyki morskiej i nadmorskiej. Wpisuje się w lokalne potrzeby społeczne i gospodarcze miasta, a także aglomeracji trójmiejskiej, tworząc podwaliny niezbędne do kreowania ładu zintegrowanego w tym obszarze metropolitalnym - dodaje prof. Grzelakowski. 

Obydwaj naukowcy pracują w Trójmieście i jedynie lokalnym patriotyzmem można tłumaczyć ich wiarę w gdyńskie lotnisko. Choć argumenty o strategicznej wizji i wsparciu dla rozwoju logistyki i lotnictwa na Pomorzu za kilkanaście lat brzmią przekonująco, są znacznie przesadzone. Przypominają wizję prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego, który zdecydował się zbudować wiadukt nad planowaną obwodnicą, która pewnie nigdy nie powstanie. 

Lotnisko w Gdańsku bowiem jest i długo będzie jeszcze wystarczające dla potrzeb Trójmiasta. Teraz wykorzystuje jedynie nieco ponad połowę swojej przepustowości, a nowy terminal Rębiechowa może być (i jest) tanio rozbudowany. Ruch lotniczy na Pomorzu musiałby rosnąć niewiarygodnie szybko, by port im. Lecha Wałęsy stał się niewystarczający. 

Mgły? Uzupełnienie oferty? Bzdury. 

Nie mają większego sensu też inne argumenty za gdyńskim lotniskiem, w tym pogodowy. Choć warunki w Kosakowie mogą być minimalnie lepsze niż w Gdańsku, Rębiechowo nie cierpi z powodu częstych mgieł czy silnych wiatrów uniemożliwiających lądowania. Jak podają dziennikarze "GW", odsetek przekierowanych lotów to jedynie ok. 0,3 proc. w skali roku. Do tego na lotnisku im. Lecha Wałęsy niedługo będzie ILS kategorii II. Po jego oddaniu do użytku przekierowania staną się rzadkością. 

Kosakowo nie stałoby się też jedynie uzupełnieniem oferty Gdańska. O ile taki argument ma sens w przypadku Lotniska Chopina w Warszawie i Modlina, które łącznie obsłużyły w 2013 r. ponad 11 mln podróżnych, to Trójmiasto jest po prostu za małe. Gdańsk, choć jest trzecim lotniskiem w kraju, w ubiegłym roku odprawił 2,8 mln osób



Przy takim ruchu odebranie choćby kilku kierunków zapoczątkowałoby rywalizację lotnisk. Tak stałoby się, gdyby do Kosakowa przeniósł się np. Ryanair lub wszyscy przewoźnicy czarterowi. Zamiast dochodowego, rozwijającego się lotniska, Trójmiasto miałoby dwa konkurencyjne i przynoszące straty porty.

- Skoro wszystko szło w kierunku rywalizacji, decyzja KE nie mogła być inna - podkreśla Furgalski.

Do tego za lotniskiem w Gdańsku przemawia także położenie i istniejąca oraz budowana komunikacja publiczna. W przyszłym roku oddana do użytku zostanie nowa linia w ramach Pomorskiej Kolei Metropolitarnej, która skomunikuje Rębiechowa z Trójmiastem. Lepszy jest także dojazd drogowy, bo lotnisko w Gdańsku leży tuż przy ekspresowej obwodnicy S6. 

Lotnisko jak katafalk w "Tangu"

Niemal powszechna zgoda co do braku sensowności inwestycji w lotnisko w Kosakowie na niewiele się jednak teraz zda. Zbudowany za 20 mln zł terminal, całkiem zresztą ładny, będzie stał przy rogatkach Gdyni jak katafalk w "Tangu" Mrożka. Lotnisko umarło niczym dziadek z tego dramatu, ale pozostałej po nim infrastruktury usunąć się nie da. 

Zamiast podkreślać, że budowa nigdy nie powinna ruszyć, lepiej zastanowić się teraz, co można zrobić z powstałą infrastrukturą. 

Władze Gdyni jednoznacznie zapewniają, że będzie ona wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem, bo lotnisko prędzej czy później powstanie. 

- W przypadku upadłości spółki podejmiemy działania dla kontynuacji projektu w innej, dopuszczalnej prawem formie organizacyjnej. Jeśli spółka upadłości nie ogłosi, źródłem jej finansowania będą przychody z majątku i działalności usługowej – lotniskowej i pozalotniskowej - zapowiada Szczurek. 

Nie wiadomo, jaka miałaby być ta "inna, dopuszczalna prawnie forma". Komisja użyje dokładnie tych samych argumentów, by zablokować każdą inną formę publicznej dotacji do lotniska.



Dopóki nie poznamy pełnej treści decyzji KE nie możemy rozpocząć praktycznej analizy prawnej dopuszczalnych rozwiązań  w zakresie kontynuacji działalności. Analizy teoretyczne wskazują na wiele zróżnicowanych możliwości - przekonuje nas jednak prezydent Gdyni. Nie wyklucza też odwołania do Sądu Europejskiego. 

Razem z Gdańskiem?

Niezależnie od losów spółki, infrastrukturę jakoś trzeba utrzymać i wykorzystać. 

Być może łatwo jest znaleźć środki na budowę portu, ale największy problem pojawia się potem z utrzymaniem deficytowego przez wiele lat lotniska - podkreśla Furgalski. 

Jednym z wyjść jest pozostawienie terminala w Kosakowie jako przeznaczonego dla lotnictwa ogólnego GA. Budynek jest jednak zdecydowanie zbyt duży i kosztowny w utrzymaniu. Lepszym rozwiązaniem wydaje się połączenie obydwu trójmiejskich lotnisk pod jednym zarządem.

- Gdyby jeszcze Gdynia była pod wspólnym zarządem z Gdańskiem, to choć także z finansowym bólem, ale bardziej elastycznie można by sterować projektem - ocenia Furgalski. 

W ten sposób (teoretycznie) zarząd lotniska w Gdańsku zyskałby możliwość elastycznego sterowania ruchem i zachęcania poszczególnych przewoźników do przenosin. Z punktu widzenia władz Gdyni to ostatnia nadzieja na uratowanie niepotrzebnej inwestycji. 

Tylko że trudno znaleźć korzyści dla gdańskiego lotniska. Rębiechowo nie potrzebuje dodatkowej przepustowości ani rozdzielenia ruchu tradycyjnego od niskokosztowego. Za to połączenie spółek oznaczałoby dla Gdańska dodatkową, kosztowną infrastrukturę i konieczność współpracy z wojskiem w Kosakowie. 

Na razie w Kosakowie stoi terminal, wybudowana już strażnica lotniskowej straży ratowniczo-gaśniczej oraz nowa wieża kontroli lotów. Samolotów pasażerskich długo tam jeszcze nie będzie, a terminal o powierzchni 3,9 tys. metrów kwadratowych na pewno nie będzie miejscem obsługi podróżnych. 

W Gdyni imprez, które można organizować na lotnisku, nie brakuje. Odbędzie się tu chociażby Red Bull Air Race, a także festiwal Open'er. Ale tak naprawdę terminal w Kosakowie powinien być przede wszystkim wielkim upomnieniem dla wszystkich samorządowców z nadmierną ambicją. Port lotniczy, w przeciwieństwie do szpitali, przedszkoli czy bibliotek, nie jest inwestycją pierwszej potrzeby. Mając pod ręką sprawne, duże i nowoczesne lotnisko w Gdańsku, włodarze w Gdyni podjęli decyzję, którą bez wahania należy nazwać szkodliwą i rozrzutną. 

Dominik Sipinski
fot. Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo


gość_8f2f0 - Profil
gość_8f2f0
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie